Epilog

... bo szczęście to przelotny gość, szczęście to piórko na dłoni ...


Tak naprawdę nie ma końca tego cudu, on trwa każdego dnia. Mniej lub bardziej uświadamiamy sobie na początku badź u schyłku dnia, że każdy dzień jest nam darowany i nie należy go marnować ... i najważniejsze: niczego nie można odkładać na potem ...

Trzeba żyć naprawdę,
Żeby oszukać pędzący czas.
Pięknie żyć w zachwycie
Życie zdarza się raz.


Oto czas po operacji, co się zmieniało, co pojawiało nowego, z czym musieliśmy lub musimy się zmierzyć ...

luty-czerwiec 2005 wakacje 2005 wrzesień-listopad 2005 roku rok po operacji

korekcja zeza - styczeń 2006

półtora roku po operacji - maj 2006

wakacje 2006 wrzesień 2006

Napisałam tę historię, aby świadczyć o nadziei, że istnieje, że przygody, nawet takie jak ta, mogą szczęśliwie się kończyć. Napisałam tę historię dla Was wszystkich, bo jest żywym świadectwem siły dobra w człowieku, ile może dobro w nas samych, jak nas jednoczy i czyni cuda. Napisałam, aby powiedzieć a nawet wykrzyczeć, że czasami jest nadzieja wbrew logice, medycznym przesłankom, wbrew wszystkiemu.
Dziękuję, że pisaliście ze mną tę historię każdym swoim słowem, myślą, modlitwą, smsem, emailem...



Zamieszczam tu rysunki Marty, pierwsze napisane litery i cyfry, budowle z klocków, które udało się sfotografować, wszystko to co świadczyć może o fenomenie Jej życia, fenomenie w skali mikro. Każda prezentowana praca to podejmowany przez Martę codzienny wysiłek, aby wrócić do zdrowia i sprawności.



Rysunki


Fotki z życia Marty po 6 grudnia 2004



Prolog

Akt I: Zanim stanęliśmy nad przepaścią

Akt II: Przepaść i most zwodzony

Akt III: Przejście i nowe życie



Dziękczynienia czyli Kto pomógł Marcie i gdzie szukać pomocy

Inne historie




powrót do Przystani lub wędrówka po Wielkopolsce czy Jascoolkowych fotkach ewentualnie Jascoolowa skrzynka na listy